„Dragon Age: Początek” zaliczany był do najbardziej oczekiwanych produkcji tego roku. Kampania reklamowa, poświęcona tej grze przerastała najśmielsze oczekiwania. Wśród akcji promocyjnych znaleźć możemy wywiady z ludźmi związanymi z grą, pokazy „Dragon Age: Początek”, liczne konkursy odbywające się na stronach internetowych oraz w czasopismach poświęconych grą. Wszystko to miało nas przekonać, że gra jest znakomita i warto ją kupić, ale jak jest naprawdę? Jaki jest „Dragon Age: Początek”?...
Słów kilka o optymalizacji
Na wstępie powiem kilka słów odnośnie optymalizacji gry. Wiele osób obawiało się, że „Dragon Age: Początek” będzie u nich chodzić topornie, będzie się wieszać bądź też wcale się nie włączy. Powiem tym osobom jedynie: bez obaw. Narzędzie konfiguracyjne, które zafundowało nam studio BioWare, jest jednym słowem genialne. Potrafi naprawdę dobrze dostosować grę do prawie każdego komputera, traci na tym wygląd gry, ale coś za coś. Oczywiście komputery, które przeżyły już nie jeden sylwester mogą po prostu nie mieć szans, ale te, na których chociażby topornie chodził „Never Winter Nights 2” spokojnie dadzą „Dragon Age” radę, a nawet w niektórych przypadkach pozwolą na płynne „chodzenie” gry. Uważam więc „konfigurator” za jedną z zalet „Dragon Age’a”.
Początek rzecz święta
Nie będę opowiadał o tworzenie postaci z bardzo prostej przyczyny - mogliście sami pobawić się kreatorem postaci z pomocą aplikacji udostępnionej przez EA przed premierą gry. Powiem jednak, że to jaką rasę, klasę wybierzemy ma wpływ na to gdzie wylądujemy na samym początku i kogo poznamy, co wpływa na późniejsze decyzje i na to jak postrzegają nas inni mieszkańcy Fereldenu. Nasze pochodzenie w jednym miejscu pomoże, a w drugim zaszkodzi. Nie ma więc recepty na bohatera doskonałego, co sprawia że chce się zagrać ponownie. Kolejne przejścia pomogą nam w zrozumieniu co tak naprawdę „w trawie piszczy”, co sprawia, że gra jest coraz dłuższa. To kolejny plus dla „Dragon Age: Początek”.
Po wyborze naszego bohatera przychodzi czas na wybór poziomu trudności. Tuwarto na chwilę przystanąć i zastanowić się nad swoim wyborem. Wybierając najniższy stopień trudności, mając nie zainstalowanego patcha 1.02 jesteśmy pewni, że przejdziemy grę szybciej przy mniejszej frustracji. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy zmuszeni w niektórych miejscach korzystać po kilka razy z zapisu. Nawet na najniższym poziomie „bosowie” mogą dać się nam we znaki, a i większe grupy przeciwników okażą się wyzwaniem. Normalny poziom trudności nie jest jakoś specjalnie napakowany, niemniej tu jest już ciężej. Przeciwników jest już nieco więcej, a i sama walka z nimi jest nieco trudniejsza. Wyzsze poziomy trudności polecałbym raczej graczą zaawansowanym, lubiącym długie walki. Trudności może też sprawiać sama rozmowa z mieszkańcami Fereldenu, na to nie mamy jednak wpływu podczas tworzenia postaci. Zainstalowanie wspomnianego patcha 1.02 zmniejszy nieco poziom trudności, w efekcie gra na najniższym poziomie trudności może okazać się banalna.
Stosunki między ludzkie
Z moich wcześniejszych słów można wywnioskować, że oprócz trudności z zabijaniem przeciwników, możemy natknąć się na dylemat związany z prowadzeniem rozmowy. Jest w tym nieco prawdy… o ile poziom trudności można ustawić na początku, tak rozmowy z ludźmi na każdym poziomie są takie same, i to od nas zależy jak sytuacja się potoczy. Ważne jest to o tyle, że niektóre z konfliktów można zakończyć bez rozlewu krwi, i nieraz okazuje się, że to rozwiązanie jest bardziej opłacalne dla obu stron. Mieszkańcy Fereldenu polegają głównie na pierwszym wrażeniu, co oznacza, że raz obrana ścieżka w rozmowie, w wielu przypadkach zablokuje nam powrót do wyboru innej, nawet po kolejnym podejściu do tej samej postaci. I tu właśnie przydatny może okazać się szybki zapis gry, choć też nie zawsze. W niektórych przypadkach o efektach naszych decyzji dowiadujemy się w odległej przyszłości, już po ukończeniu kilku innych zadań.
Podczas całej naszej podróży przez Ferelden zmienia się to, jak postrzegają naszego bohatera członkowie drużyny, a wpływ na to mają przede wszystkim rozmowy z nimi, lub decyzje podjęte podczas zadań. Istnieją także inne sposoby, takie jak na przykład drobne prezenty, którymi możemy obdarowywać swoich sprzymierzeńców. Co ważne, złe stosunki z postacią w twojej drużynie mogą doprowadzić do jej odejścia, lub przejścia na stronę twojego wroga. Może to być w efekcie zabójcze lub też nieszkodliwe, warto jednak zastanawiać się nad tym co chcemy powiedzieć postaci z drużyny, czy też jak chcemy rozwiązać dany konflikt. Nastawienie do nas określa oś poziomu akceptacji, na której zbieramy punkty, tak dodatnie jak i ujemne. Możemy tu wyróżnić kilka stanów osiąganych dzięki zdobyciu odpowiedniej ilości owych punktów, mamy tu między innymi wrogość, neutralność, przyjaźń, czy też miłość. Umiejętne prowadzenie stosunków z pozostałymi NPC’ami daje nam dodatkowe premie do statystyk. Im leprze nastawienie do nas, tym większe „bonusy” dostaje dana osoba z drużyny. Na samym początku znajomości z postaciami oś ustawiona jest w punkcie zero („Neutralna”), i to od nas zależy, w którą stronę przesunie się suwak.
Możliwość rozwiązywania konfliktów/zadań na różne sposoby sprawia, że gra staje się coraz bardziej wciągająca, a jedno jej przejście okazuje się nie wystarczające. To kolejny niezaprzeczalny plus tej gry.
Ach witaj przygodo
Stosunki stosunkami, ale może napiszę słów kilka o walce. Podczas starcia z przeciwnikiem bardzo przydatna jest aktywna pauza która umożliwia nam odpowiednie zaplanowanie walki. Ci, którzy chcą przeżyć starcie po prostu muszą jej używać, jedynie przy mniej liczebnym wrogu możemy pokusić się o walkę bez przygotowania, choć też może okazać się to ryzykowne. W „Dragon Age: Początek” oprócz aktywnej pauzy mamy też jeden bardzo przydatny element. Mianowicie, możemy zaplanować jeszcze przed wyjściem z miasta taktykę członków drużyny. Dzięki temu np. ustalimy zachowanie maga podczas walki by ten uzdrawiał członka drużyny któremu pozostało 50% życia, lub by atakował przeciwnika, który jest najsłabszy. Ilość zaplanowanych zachowań ograniczone jest przez sloty taktyczne, które pozyskujemy wraz z doświadczeniem lub zadaniami, które ukończyliśmy. Powiem szczerze, że w pierwszym momencie ciężko było mi się połapać w ustawianiu taktyki, ale z czasem doszedłem do wprawy.
Podczas walki przydatny jest pasek szybkiego dostępu, niestety w przypadku maga nawet wyspecjalizowanego, może okazać się za mały. Zmuszeni jesteśmy wtedy „wchodzić” np. do naszego plecaka by użyć mikstury z lyrium (uzupełnienie many) czy użyć okładu leczniczego. Zważając jednak na aktywną pauzę nie jest to jakiś wielki problem. Przy wojowniku nie odczułem takiego niedoboru, miejsca było dosyć, a nawet za dużo. Pasek szybkiego uruchamiania posiada 14 slotów, w których automatycznie umieszczane są świeżo nabyte talenty/zaklęcia.
Bo trzeba coś umieć i mieć do tego talent
Mówiąc o umiejętnościach i talentach (w przypadku maga zaklęciach), musze się pokusić także o kilka słów odnośnie nabierania doświadczenia, i od tego zacznę. Chcę zauważyć że w „Dragon Age: Początek” raczej nie mamy szans na zdobycie niewiadomo jakiego levelu, ale jest to raczej zrozumiałe, biorąc pod uwagę zamknięte mapy i ograniczoną ilość mobów. Oczywiście doświadczenie nabieramy także za wykonanie zadań, których jest całkiem sporo i są dość zróżnicowane.
Mała ilość leveli powoduje, że jesteśmy zmuszeni wyspecjalizować naszą postać w jednym z jego talentów. Co wcale nie jest takie złe jakby mogło się wydawać. Przykładowo w przypadku wojownika wyspecjalizowanie tylko w walce mieczem i tarczą, zwiększa obronę tarczą minimalizując jednocześnie zmniejszenie ataku. Nie oznacza to jednak, że nie możemy rozwijać postaci w wielu kierunkach, jest to jednak nie opłacalne, ponieważ nie będziemy mogli wykorzystać jej umiejętności w stu procentach. Talenty mają jednak wymagania, do niektórych potrzebny jest odpowiedni poziom postaci, a niektóre wymagają odpowiednio wysokiej statystyki. Na szczęście dopóki nie zatwierdzimy zmian mamy możliwość wrócić do przyznawania statystyk.
Oprócz talentów/zaklęć klasowych mamy możliwość rozwijania umiejętności. Są to „skille”, które pozwalają naszej postaci min. warzyć trucizny i magiczne mikstury czy tworzyć pułapki. Punkt do rozdania w „umiejętnościach” otrzymujemy nie przy każdym levelu, tu więc także warto wyspecjalizować postać np. w otwieraniu zamków. Rozdanie punktów ułatwia nam jednak to, że w drużynie mamy cztery postaci, więc nasz bohater nie musi być specem od wszystkiego.
Którędy do miasta?
No właśnie, nadszedł czas powiedzieć kilka słów o mapie, która jest ogromna. Sprawia wrażenie, że będzie na niej dość dużo lokacji. I tu pojawia się pytanie - czy rzeczywiście tak jest? Mapa świata, a i owszem jest duża, niestety nie mamy możliwości swobodnego chodzenia po niej, a miasto Denerim, czy kopalnie krasnoludów także chciało by się zwiedzić w całości. Niestety mamy jedynie wyznaczone lokacje, po których możemy się poruszać (tak jak we wspomnianym na początku „Never Winter Nights 2”). Chociaż patrząc na to jednak z drugiej strony…
Przypatrując się mapie świata można stwierdzić, iż panowie z BioWare planują stworzenie pokaźnej kolekcji dodatków do gry. Przykładem może być chociażby specjalne miejsce ulokowane właśnie na mapie świata, w którym rozpocząć można zadanie z DLC, które wyszło wraz z premierą gry. Do tego dochodzi zapowiedź BioWare, iż dodatki do gry mają być wydawane przez kolejne 2 lata od premiery. Więc zapewne pozorne nie wypełnienie mapy po brzegi nie oznacza, że tak zostanie. Niemniej tu przyznaje minus, można to było nieco lepiej rozwiązać.
Mając wersję podstawową gry jednak nie mamy na co narzekać, miejsc do zwiedzenia jest i tak dużo, i są naprawdę bardzo dobrze wykonane. Grafika co prawda nie jest jakaś super powalająca, rodem ze średniowiecza też nie jest, ale śmiało można stwierdzić, że trzyma się dobrym standardzie.
Dragon Age: Początek, początek... i koniec
Pod koniec chciałbym jeszcze powiedzieć kilka słów o ścieżce dźwiękowej w grze, która sprawiła, że te około 100 godzin spędzonych przy „Dragon Age: Początek” były o wiele przyjemniejsze. Wchodząc do miast, wsi, czy innych lokacji w głośnikach można usłyszeć naprawdę przyjemną odprężającą muzykę, która pasuje do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Gdy natomiast natkniemy się na przeciwników, muzyka wyraźnie zmienia się, przyśpiesza i nabiera charakteru dodając nam werwy do walki. Muzyka jest tu przyjemnym dodatkiem, który nie zniechęca do dalszej zabawy, a wręcz przeciwnie.
W ten sposób dochodzę do końca recenzji która powinna wam zdradzić choć część prawdy o grze która była jedną z najbardziej oczekiwanych produkcji tego roku. Moim zdaniem gra jest naprawdę bardzo dobrze zrobiona choć brakuje jej odrobinę do doskonałości. RPeG jak najbardziej godny polecenia, a zapowiadane dodatki sprawiają, że ta gra będzie nas jeszcze długi czas dobrze bawić.
Gra testowana była na trzech komputerach o zróżnicowanych parametrach. Poniżej podaje konfigurację sprzętów.
1) Laptop Lenovo IdeaPad Y550 - Procesor: Intel Core2 Duo 2,26 GHz ; Pamięć RAM: 4GB; Karta Graficzna: nVidia GeForce GT 240M 1GB; System operacyjny: Windows 7 HP;
2) Komputer stacjonarny - Procesor: Intel Pentium D 3,4 GHz; Pamięć RAM: 2GB; Karta Graficzna: nVidia GeForce 7300 GT 256 MB;
3) Komputer stacjonarny - Procesor: AMD Athlon XP 1700+; Pamięć RAM: 512MB; Karta Graficzna: Nvidia GeForce 6800 XT 256MB;
|