Cykl: Pieśń lodu i ognia
Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Nad Zachodnimi Krainami wisi widmo wojny. Szalony król Aerys Targaryen zostaje pokonany przez zbuntowanych władców. Pozostaje jednak jego potomstwo, równie szalone jak on. Najgodniejszym tronu uznano Roberta - jednego z buntowników, ale po dwóch latach jego rządów, możnowładcy znów zaczynają grę o tron.
To opowieść o wojnie, którą określa się mianem "wojny pięciu królów". O tym, kto będzie walczył o tron, za chwilę wam opowiem.
Najpierw opiszę, od czego zaczyna się niezwykła historia. Król Robert przybywa do swego dobrego druha - Eddarda Starka - i prosi go, aby został następcą zmarłego królewskiego namiestnika. Stark zgadza się po długich namysłach, mając wątpliwości co do przyczyny śmierci poprzednika. Obawia się o życie swoje, rodziny i swego przyjaciela, samego króla, który wydaje się być nieświadom zagrożenia ze strony spiskowców. Niedługo po tym, jak głowa rodu Starków opuszcza swoją siedzibę, Winterfell, jeden z jego synów ulega poważnemu wypadkowi. Od razu ma się wrażenie, że było to czyjeś celowe działanie. Zmieniająca się sytuacja polityczna, odwraca uwagę wszystkich od gorszego niebezpieczeństwa, tego, które nadchodzi wraz z zimą...
Tu mogę napisać, iż do walki o panowanie nad Zachodnimi Krainami staną - Robb Stark (syn Eddarda), Joeffrey (syn króla Roberta), Renly i Stannis Baratheonowie i Balon Greyjoy. Każdy z własnymi ambicjami i możliwościami. Każdy zaplątany w dworskie intrygi.
Magia w znikomej ilości jest tajemnicza i subtelna. Nieco przerażająca - w powieści Martina nikt nie chwali się swymi magicznymi talentami. Budzą one strach i niepokój. Dlatego nie ma tu czarownic czy magów. Ci, którzy decydują się na czary, często muszą ponieść spore koszty swych pragnień. Magia przejawia się też w samej zimie. Stare niańki opowiadają dzieciom mrożące krew w żyłach opowieści o niezwykłych istotach, które żyją w lasach i budzą się do życia, gdy zaczyna padać śnieg.
Bohaterowie są niezwykli - każdy znajdzie postać, z którą będzie mógł się identyfikować. Martin daje nam całą masę barwnych osób, nie będących schematycznymi, nijakimi ludźmi. To postaci z krwi i kości - żyją , kochają, umierają. To jeszcze jedna cecha wyróżniająca tę niezwykle ciekawą lekturę - autorowi zdarza się kogoś uśmiercić. Pierwszoosobowa narracja pozwala wczuć się w daną postać, bo narrator czasem się zmienia. Stąd możemy poznać motywację działań różnych osób i opowiedzieć się za którąś stroną.
Wspaniałe, wciągające intrygi, które sprawią, że czasem jeży się włos na głowie. Bardzo misterne i zawiłe. Niejednokrotnie mnie zaskoczyły. Opisy przyrody czy potężnych twierdz, wcale się nie dłużą i nie nudzą. Wręcz przeciwnie - wiele wnoszą do powieści.
To książka na długie wieczory, dla osób, które lubują się w skomplikowanych historiach. Dla miłośników historii - bowiem świat przedstawiony nieco przypomina średniowiecze. Dlatego serdecznie zachęcam do zapoznania się z tą pozycją. Co prawda książka ma ponad siedemset stron, ale dla wprawnego czytelnika to nic - a w zamian naprawdę sporo satysfakcji. Polecam.
|