Zaskakujący. Jeżeli ta recenzja miała by zawierać tylko jedno słowo, było by to właśnie słowo zaskakujący. Jako fanatyczny fan serii gier Fallout, zawsze dostaję gęsiej skórki na wieść, że nakręcono kolejny film osadzony w postapokaliptycznym świecie. Nie inaczej było tym razem.
Księga Ocalenia, w roli głównej Denzel Washington, to film którego motywem przewodnim jest droga. Samotny mężczyzna, przemierza zrujnowane, no tutaj nie ma zaskoczenia, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, kierując się na zachód. Przez cały film nie dowiadujemy się zbyt wiele odnośnie przyczyny kataklizmu, jedynie, że świat jaki znamy, został zniszczony przez "błysk". Niebiosa rozwarły się, a słońce dosłownie wypaliło większość populacji planety. Tak jak w drugim Falloutcie promienie słoneczne są bardzo szkodliwe dla wzroku, nie noszenie okularów przeciwsłonecznych grozi całkowitym pozbawieniem wzroku. Woda jest najbardziej pożądanym towarem, zwłaszcza, że rzadko kto ma dostęp do jej źródła. Z góry przepraszam, za wszystkie odniesienia do serii Fallout, ale chcąc, nie chcąc porównania te nasuwają mi się same. Któż nie szukał Waterchipa, żeby, a jak, zapewnić współmieszkańcom schronu dostęp do czystej wody. Bohater opowieści, nazywany zresztą "Wędrowcem", to samotnik - uzbrojony i zdeterminowany. Praktycznie przez cały film poznajemy zarówno jego, jak i motywy które kierują nim podczas jego tułaczki. Jest on w posiadaniu pewnej księgi, która, jak sugeruje tytuł, jest newralgicznym elementem historii. Długo zastanawiałem się, co napisać, a co przemilczeć, żeby nie zdradzić ważnych elementów fabuły osobom, które na film zamierzają się wybrać. Dlatego wspomnę jeszcze o tym, jak z grubsza podzieleni są ludzie, którzy przetrwali kataklizm. Są ci którzy żyli przed katastrofą i pamiętają świat sprzed "błysku" oraz ci, którzy znają jedynie świat obecny. Oczywiście tych pierwszych jest raptem kilku w filmie i w sposób znaczący wyróżniają się od młodszej generacji. Po obejrzeniu filmu miałem mieszane odczucia. To z pewnością nie było to czego oczekiwałem. Co ma zarówno dobre, jak i złe strony. Jeżeli ktoś liczy na radosną jatkę w klimacie Madmaxa, raczej się zawiedzie. Film jak się okazuje, jest bardziej refleksyjny, wręcz aż nadto, symboliczny. Dlaczego? Przez księgę oczywiście. Podsumowując, nie jest to raczej kandydat na tegoroczne oskary, ani najlepszy film akcji jak można obejrzeć teraz w kinie. Niemniej jednak, nie jest to film byle jaki. Mnie zmusił do przemyśleń, zwłaszcza, biorąc pod uwagę zakończenie. Fajnie było też o nim podyskutować po seansie ze znajomymi. Na ten film warto iść z prostej przyczyny, zamiast Hollywoodzkiej papki w mózgu, film zachęca do rozważań. To już coś.
|