[Rozmiar: 2470 bajtów] [Rozmiar: 4641 bajtów] [Rozmiar: 18572 bajtów][Rozmiar: 31476 bajtów]




Zapamiętaj mnie
Rejestracja
   Strona Główna Blog Artykuły Forum Dyskusyjne Linki Szukaj Galeria Konkursy
[Rozmiar: 2589 bajtów][Rozmiar: 2403 bajtów][Rozmiar: 2235 bajtów][Rozmiar: 2790 bajtów]
[Rozmiar: 1279 bajtów]
Konkurs Dragon Age - te...
Konkurs Dragon Age
One Piece
Bleach
Konkurs Mass Effect 2
Co teraz czytacie ?
Wasze Top 3
Czego nie wiedzą mężczyźni
Wiersze
Grojkon 2010
[Rozmiar: 829 bajtów] "wiedźma.com.pl"
Wojciech - "Kraina Szarów"
Mass Effect 2 - Recenzja
Zapowiedź - "EON. Powró...
Fragment powieści "EON....
Księga Ocalenia (Book o...
Mass Effect 2 - najleps...
Avatar - James Cameron
Daybreakers. Świt
Wywiad z Adrienem Cho -...
[Rozmiar: 959 bajtów]
Brak Plików w Pobieralni
[Rozmiar: 873 bajtów]
Usługa niedostępna
[Rozmiar: 1320 bajtów]
Na południe - piecia997
II miejsce
w konkursie literackim
"Dragon Age: Początek"



Przedwieczny demon, przez Strażników spętany,
Uwięziony w krysztale, gdy uwolniony zostanie,
W swym wyzwolicielu ducha złamie,
Ze stron wszelakich śmierć nań sprowadzając,
W pościgu nigdy nie ustawając




POŁUDNIE FERELDENU, TRAKT IMPERIALNY

-Za łatwo poszło - pomyślał Mainard. -O wiele za łatwo.
Być może powinien się cieszyć, że wejście na teren wioski nie okazało się wymagającym  zadaniem, ale jego niepokój tylko się pogłębił. Strażnicy przy bramie nawet nie zwrócili na  niego uwagi, mimo noszonej na wierzchu broni i zakrywającego twarz kaptura. Nie spodziewał  się, że wejdzie w obręb murów miasteczka, kompletnie zignorowany - w tak niebezpiecznych  czasach gwardziści zwykle bywali irytująco podejrzliwi.
-Panie, rusz się pan! - usłyszał czyjś rozgniewany głos. -Przejazd tarasujesz!
Ocknął się z zamyślenia i bez słowa zszedł na pobocze aleji wiodącej wgłąb wioski.  Wyminęły go trzy wyładowane beczkami wozy, kolejno wjeżdżające przez bramę. Normalnie straż  sprawdziłaby ich zawartość, nieufność strażników w tej części Fereldenu była wręcz  przysłowiowa, teraz jednak trójka gwardzistów odprowadzała wozy jedynie wzrokiem. Bardziej  zajmowała ich prowadzone ściszonymi głosami rozmowa; Mainard z zaciekawieniem wytężył słuch,  opierając się o ścianę najbliższej chaty. Było jeszcze wcześnie, miał sporo czasu na  wysłuchanie plotek z życia okolicy.
-...prawdę mówię, przyrzekam, na Stwórcę! - mówił najniższy ze strażników. -Widzieli  go na niebie, w noc zniszczenia Togardu!
-A ty znowu o tym smoku... - westchnął drugi ze znużeniem. -Ile można powtarzać takie  brednie? Nie ma żadnego smoka. One istnieją tylko w legendach Szarej Straży.
-Więc czemu Togard i kilka innych wiosek wzdłuż traktu imperialnego spłonęło? -  zapytał natarczywie niższy. -Mówię wam, to sprawa smoka. Powiadają, że one są nieśmiertelne i  władają pomio...
-Dajże spokój! - wtrącił się trzeci strażnik. -Nie wiadomo, kto zaatakował i wyrżnął  te wioski, ale prędzej stawiałbym na Hurloki albo dzikie elfy, niż na stwory z mitów. Zresztą  mamy inne zmartwienia. Podobno w okolicy widziano Krwawnika.
Mainard zaklął cicho. Tymczasem drugi gwardzista roześmiał się serdecznie, patrząc na  obu swoich kompanów.
-Opowiastka o smoku terroryzującym biedne wsie Ferledenu wydaje mi się bardziej  prawdziwa niż pojawienie się Krwawnika - rzekł, kiedy udało mu się uspokoić. -Przecież on już  nie żyje. Słyszałem, że zabił pięciu Szarych Strażników w okolicach Denerim, po czym zniknął z  powierzchni ziemi. To jasne: dopadli go inni i zemścili się, po cichu, bez rozgłosu. Należało  mu się, szalonemu elfowi.
-Starczy tych bzdur - mruknął do siebie Mainard i poprawił kaptur, tak by zacieniał całą twarz. Zastanowił się szybko. Odpocząć w karczmie, umyć się, ukraść prowiant na kilka  dni, może nawet spróbować pożyczyć cudzego konia... Ani chwili nudy, pomyślał z ponurą  satysfakcją. Ledwie zdołał zrobić przejść dwa metry drogą wiodącą wgłąb wioski, gdy usłyszał  alarmujący okrzyk.
Odwrócił się na pięcie, furkocząc płaszczem, wyćwiczonym przez lata ruchem dobywając  broni. Wypolerowane ostrze miecza zalśniło błękitem, a dłonie Mainarda mocniej zacisnąły się  na rękojeści, kiedy zobaczył Hurloki. Przez bramę przebiegał cały oddział zakutych w ciężkie zbroje humanoidalnych istot, przypominających odrażająco zdeformowanych ludzi. Mainard skrzywił się lekko, widząc jak stwory z rykiem otaczają trójkę przerażonych gwardzistów, i rzucił się naprzód.
Pierwszego wroga zahaczył samym końcem ostrza, nawet się nie zatrzymując. Lekkie z pozoru cięcie przeorało gardło stwora, trysnęła fontanna krwi. Mainard z krzykiem wpadł między  resztę oddziału a wycofujących się powoli wartowników i uniósł miecz nag głowę. Teraz klinga  niemal oślepiała promieniującym z niej błękitem, co wyraźnie nie podobało się napastnikom.
-Biegiem, ostrzeżcie innych - powiedział głośno, zwracając się do gwardzistów za  swoimi plecami. -Ruszać się!
Spetryfikowani strachem strażnicy ocknęli się i bez chwili zwłoki rzucili do ucieczki.
-Sprowadzimy pomoc! - krzyknął jeden z nich przez ramię. Jak to miło z waszej strony, pomyślał Mainard, byleście się pośpieszyli.
Hurloki otoczyły go, poruszajac się powoli i ostrożnie, widocznie czując respekt przed  magicznym ostrzem. Naliczył ich osiem, trzy z wyszczerbionymi toporami, pięć z mieczem i tarczą.
-Mnie szukacie, prawda? - zapytał, obracając się stopniowo i patrząc na paskudne  twarze przeciwników. -Jak daleko jest ten, kto was wysłał?
-Nie uciekniesz naszemu panu - odezwał się chrapliwie jeden z napastników. -Dopadnie cię choćby na końcu świata.
-To ma mnie zmusić do poddania się? - parsknął Mainard, wykręcając mieczem  widowiskowego młynka. -Kiepska próba.
Dwoma skokami dosięgnął najbliższego, pojedynczym pchnięciem przebił go na wylot. Wyszarpnął ostrze z ciała, otarł czarną krew stwora z twarzy, i przygotował się na odparcie ataku pozostałych. Uchylił się przed wymierzonym w ramię ciosem i uderzył w broń wroga z taką  siłą, że Hurlok przewrócił się. Mainard zawirował, płynnym ruchem parując dwa cięcia, po czym wskoczył na próbującego wstać potwora, zatapiając ostrze w jego brzuchu.
Krąg Hurloków zawęził się niebezpiecznie; potwory zdawały się nie przejmować śmiercią swoich kompanów. Mainard jedyną nadzieję widział w fakcie, że nie chciały go zabić, tylko  okaleczyć - on sam nie stosował się do takich ograniczeń.
Skoczył naprzód, w locie zmieniając kierunek i spadając na niespodziewającego się  ciosu Hurloka. Błękitny miecz omal nie rozrąbał czaszki stwora na pół. Oślepiony tryskającą z rany posoką Mainard poczuł szarpnięcie - jeden z przeciwników złapał go za płaszcz i próbował  przewrócić. Odciął stworowi dłoń, po czym dobił pchnięciem prosto w serce.
-Zostało was czterech - powiedział głośno. -Lepiej uciekajcie. Jeśli wasz pan chce  złapać mnie żywego, musi zjawić się osobiście. W odpowiedzi Hurloki zawarczały groźnie i wyszczerzyły kły, unosząc broń. Mainard westchnął ciężko i zasłonił się błękitnym mieczem.  Napastnicy ruszyli nieśpiesznie ku niemu..
...a w następnej sekundzie powietrze przeszył grad strzał. Dwa Hurloki zginęły od  razu, trafione w kilku miejscach, pozostałe stwory zaryczały wściekle i zasłoniły się  tarczami. Mainard z ulgą zobaczył nadbiegające drogą z centrum wioski posiłki - przynajmniej  dwudziestu zakutych w lekkie pancerze rycerzy Fereldenu, z których połowa miała łuki,  wycelowane w kierunku pomiotów. Opuścił broń i patrzył, jak strzały dosięgają kolejnego  Hurloka, wgryzając się głęboko w ciało. Ostatni ocalały podjął rozpaczliwą próbę ucieczki, nie  przebiegł jednak nawet paru metrów, gdy celny pocisk trafił go w kark i powalił na ziemię.
Kapitan straży, ogorzały mężczyzna o długiej, czarnej brodzie, wyróżniający się  złotymi odznaczeniami na zbroji, ruszył w kierunku Mainarda, starannie omijając zalegające  drogę trupy. Jego podwładni, głośno komentując, rozbiegli się wokoło, zabezpieczając teren i  sprawdzając, czy na pewno wszystkie stwory przeniosły się na inny świat.
-Nie jesteś ranny, nasz tajemniczy przyjacielu? - zapytał kapitan, zatrzymując się  metr przed Mainardem, zmrużonymi oczyma patrząc na zakapturzonego nieznajomego.
-Nie, nie jestem. Dziękuję za troskę - odparł chłodno Mainard, chowając broń. Nie  podobało mu się spojrzenie żołnierza. -Nie śpieszyliście się z przybyciem.
-Trzy takie same grupy zaatakowały wioskę, po jednej na każdą bramę, nie mogliśmy być  w każdym miejscu jednocześnie - rzekł ostro kapitan. Za jego plecami ciała poległych układane  były w pokaźny stos. Mainard nie czuł żadnej satysfakcji z wygranej walki; rozmowa ze  zbrojnymi była nie mniej niebezpieczna niż zgraja Hurloków. Kapitan kontynuował: -I w imieniu  wszystkich mieszkańców naszego miasteczka pragnę podziękować ci za nieoczekiwane przybycie z  pomocą, panie...
-Shalen - skłamał szybko Mainard. -Macie szczęście, że akurat byłem w pobliżu.
-Niewątpliwie - przyznał kapitan. -Wspaniały  miecz, panie Shalen, na dodatek używany  przez prawdziwego wojownika. Widywałem już podobne ostrza.
-Doprawdy? - spytał z udawaną ciekawością Mainard, zaciskając mimowolnie dłonie w  pięści. Wiedział już, co się szykuje.
-Doprawdy - odparł żołnierz, kiwając głową. -Nosili je Szarzy Strażnicy.
Mainard przeklął w myślach swoje położenie. Rozejrzał się wokoło oczyma skrytymi w  cieniu kaptura, tylko by upewnić się, że nie ma żadnej drogi ucieczki, a zbrojnych jest zbyt  dużo.
-Pokaż swą twarz, panie Shalen - warknął kapitan tonem nie znającym sprzeciwu. -To  rozkaz.
Wahanie Mainarda trwało tylko chwilę. Sięgnął po kaptur i stanowczym ruchem zdjął go z  głowy. Oczy kapitana zabłysły z triumfem. Trójka najbliższych żołnierzy, ta sam, która przy  ataku pilnowała bramy i uciekła by sprowadzić pomoc, zamarła.
Mieli przed sobą twarz młodego elfa, ozdobioną długą, przecinającą czoło blizną i  wytatuowanymi krwistoczerwoną barwą zawijasami wokół rażąco szmaragdowych oczu.
-Przecież to... przecież... - najniższy gwardzista, ten sam, co wcześniej opowiadał o  smoku, wyglądał, jak gdyby zobaczył ducha.
-...Krwawnik - dokończył pustym głosem ktoś inny. Kapitan zrobił krok do przodu i  odezwał się swobodnie:
-Jeszcze raz dziękujemy za pomoc, panie Shalen. Czy może powinienem nazywać cię  Mainardem z Denerimu? Czemuż to nic nie mówisz? Nie szkodzi, jeszcze sobie porozmawiamy.
Cofnął się parę metrów, nie spuszczając elfa z oczu.
-Do lochu z nim! - krzyknął. Mainard obserwował wycelowane w siebie strzały i  zbliżających się ostrożnie żołnierzy, wyraźnie przestraszonych.
I znów to samo, pomyślał z rezygnacją. A noc coraz bliżej. Niedobrze. Bardzo niedobrze.

***

-Smok? Smok i jego armia pomiotów? To wszystko na co cię stać?
-Prosiliście o prawdę, i dałem ją wam - odparł beznamiętnie Mainard. -Jeśli nie  pozwolicie mi odejść, to o zmierzchu zobaczycie wszystko na własne oczy.
Kapitan nie uznał za stosowne odpowiadać. Odwrócił się i wyszedł z celi. Będąc już na korytarzu, powstrzymał gestem swego przybocznego gwardzistę przed zamknięciem cięzkich,  stalowych drzwi.
-Jutro, zgodnie z prawem, odbędzie się twoja egzekucja, Mainardzie z Denerim - rzekł  głośno. -Czuję się rozczarowany twomi wyjaśnieniami.
-To nie były żadne wyjaśnienia - rzucił ostro elf. -To było ostrzeżenie. Wypuśćcie  mnie, a nikt nie ucierpi, ja odejdę w swoją stronę, a smok oszczędzi wa...
-Dosyć - uciął kapitan. -Zostałeś oskarżony o zabicie pięciu Szarych Strażników, ciąży na tobie wyrok śmierci. Pomogłeś nam odeprzeć pomioty, ale to nie zmienia nic. Rano czeka cię  egzekucja.
-Wypuść mnie - powiedział cicho Mainard, wbijając w żołnierza swe szmaragdowe oczy.  -Odejdę na południe, do Ostagaru, nie wadząc nikomu.
-Do Ostagaru, tak? Żebyś mógł zamordować jeszcze więcej członków Szarej Straży? Sam  nie wiesz, jak niedorzeczne są twe słowa. Zamknijcie celę. Pilnować jej ze zdwojoną uwagą. Pan  Mainard, słynny Krwawnik, ma o świcie spotkanie z szubienicą. Będę niezadowolony, jeśli je  opuści.
Drzwi zatrzasnęły się, a w celi zapanował półmrok. Mainard usłyszał stłumiony głos kapitana, dochodzący zza ściany, najpewniej wydającego rozkazy dotyczące egzekucji. Mojej  egzekucji, uświadomił sobie elf bez emocji. Miał pewność, że i tak do niej nie dojdzie. Nie  wątpił, że nim minie noc, jego prześladowca pojawi się w wiosce. Z dwojga złego chyba lepszy byłby jednak stryczek,pomyślał z rozbawieniem.
Rozejrzał się dokładniej po lochu, po raz pierwszy, od kiedy go tu wprowadzono.  Ciemne, kamienne pomieszczenie miało brudne ściany, porosłe mchem. Nie było okien, światło  wpadało do wnętrza jedynie przez szparę pod drzwiami. Ku swemu zdumieniu, Mainard zauważył, że  nie jest sam. W rogu siedziała skulona kobieta, wcześniej jakimś cudem niezauważona, wpatrując  się zalęknionymi oczyma w elfa. Nie potrafił ocenić jej wieku - siniaki, zadrapania i  rozsypane w nieładzie włosy skutecznie to uniemożliwiały. Pięknie, pomyślał, zamknęli mnie z człowiekiem. Zamierzał coś powiedzieć, by uspokoić współwięźnia, gdy niespodziewanie kobieta  odezwała się jako pierwsza:
-Czy to prawda, co mówiłeś o smoku? - zapytała nieśmiało, nie odrywając wzroku od  Mainarda. Skinął twierdząco głową. -I o Hurlokach także?
-Także.
-Więc ocaliłeś dziś wiele żyć, elfie - kobieta nagle przestała wyglądać na przerażoną.  -A oni i tak cię zabiją, za twe dawne grzechy.
Wzruszył ramionami. Chciał w spokoju przemyśleć swoją sytuację, rozważyć wszelkie  opcje ucieczki, ale ta rozmowa zaczynała byś osobliwie interesująca.
-Nie dziwię się żołnierzom - rzekł obojętnie. -Zabiłem kilku Szarych Strażników, to  prawda. Teraz próbuję naprawić swój błąd.
-Przedwieczny demon, przez Strażników spętany, uwięziony w krysztale, gdy uwolniony zostanie, w swym wyzwolicielu ducha złamie - wyrecytowała nagle kobieta szeptem. Mainard zamarł. -Ze stron wszelakich śmierć nań sprowadzając, w pościgu nigdy nie ustawając.
Wieszczka, pomyślał ze zdumieniem. Nic dziwnego że ją zamknęli - nikt nie lubi  odmieńców.
Głowa kobiety opadła bezwładnie na ramię, powieki powoli przymknęły się. Elf doskonale wiedział, że po tym krótkiej wizji przeszłości wieszczka nie obudzi się przez dłuższy czas. Jeśli się jej poszczęści, zauważył, może umrze we śnie. Los wioski i tak jest już  przesądzony.
-Przedwieczny demon, przez Strażników spętany, uwięziony w krysztale...- powtórzył na głos, sięgając do swojej szyji.  Naszyjnik też zabrali, pomyślał. Naszyjnik z kryształem Szarego Strażnika, zabrany z jego  martwego ciała..
Z trudem odgonił od siebie natrętne wspomnienia i usiadł pod ścianą, naprzeciw  nieprzytomnej kobiety. Co najwyżej sześć godzin do zmierzchu, obliczył. Po czym usadowił się  wygodniej na zimnej posadzce, opatulając się się szczelniej szatą, i zamknął oczy.

***

Obudził go ogłuszający huk eksplozji. Kamienne ściany zadrżały, z sufitu posypał się  tynk, gdzieś z oddali dobiegały stłumione krzyki. Mainard, zachowując spokój, przetarł zaspane  oczy. Kobieta wciąż pogrążona była w śpiączce - nie miał szans jej dobudzić, nawet gdyby  chciał. Poprawił szatę i zbliżył się ostrożnie do drzwi, nasłuchując. Po niedługiej chwili w  korytarzu rozbrzmiało echo kroków. Elf wziął głęboki oddech i zawołał:
-Tak jak mówiłem, czyż nie? Wypuść mnie i oddaj moje rzeczy! Tylko ja mogę powstrzymać  smoka!
Zamek w drzwiach zachrobotał. Wejście do celi stanęło otworem i ukazał się w nim  kapitan gwardzistów, z osmaloną zbroją i trwogą w oczach. Popatrzył na elfa surowo.
-Za mną - rzekł ostro, siląc się na opanowanie. - Tylko bez żadnych sztuczek.
Jak łatwo są skłonni uwierzyć, pomyślał Mainard, ruszając za żołnierzem wgłąb  korytarza. Nie wiedzą, że już za późno.
Obserwowany bacznie przez kapitana, wspiął się wraz z nim po schodach do głównej sali  więzienia. Tak jak się spodziewał, za oknami noc rozjaśniały płomienie, trawiące drewniane chaty w całym miasteczku. Na tle ognia zauważył sylwetki Hurloków, ścigających bezbronnych  mieszkańców, a gdzieś z góry słychać było ryki, jakie wydobyć z siebie mógł tylko smok.
-Wiesz, jak go zabić? - zapytał wprost kapitan, wiodąc elfa do leżącego na stole błękitnego miecza oraz innych skonfiskowanych wcześniej rzeczy.
-Gdybym wiedział, dawno bym się go pozbył, a nie tylko uciekał - odparł sucho Mainard.  -Ale mogę go przepędzić. Tym oto kryształem.
Podniósł naszyjnik z rubinem i ścisnął go w dłoni. Kamień rozjarzył się.
-Jak widzisz, nie kłamałem - dodał. -Ten smok ściga mnie od dawna, i tylko Szara Straż może mi pomóc. A poza Ostagarem nie znajdę jej członków.
-Trzeba było nie zabijać aż tylu - warknął kapitan, pozwalając elfowi na uniesienie  miecza. -A teraz...
Sufit zawalił się z trzaskiem, spadające kamienie przewróciły żołnierza, a Mainard w  ostatniej chwili zdołał uskoczyć do tyłu. Przez nowo powstałą dziurę w dachu do wnętrza wpadł  strumień ognia, znikajac po paru sekundach.
-Pomóż... - rozległ się jęk kapitana. Oszołomiony i zdezorientowany Mainard zobaczył  ciężkie kamienie przygniatające nogi zbrojnego. Ścisnął dłoń na trzymanym w dłoni krysztale,  który pod wpływem dotyku zaczął się świecić.
-Przykro mi - mruknął bez emocji i pośpiesznie wyszedł na zewnątrz, w chaos. Gdzieś z  otchłani pamięci wydobyła się scena, którą próbował zapomnieć, która przywiodła go do tego  punktu...

***

DENERIM, TRZY MIESIĄCE WCZEŚNIEJ

-Bądź na wieki przeklęty, Krwawniku - wymamrotał z trudem ciemnoskóry mężczyzna,  leżący w kałuży własnej krwi na środku bogato zdobionej komnaty. -Szara Straż... nigdy ci nie  odpuści...
-Nie boję się twoich gróźb - odparł Mainard, stojący nad umierającym z zakrawionym  sztyletem w dłoni. -Zabiłem was pięciu. Dam radę się obronić.
-Wszystkie te śmierci... po co...? - głos Szarego Strażnika stawał się coraz bardziej  niewyraźny. Mainard wskazał sztyletem rubin, zawieszony na szyi mężczyzny.
-Wasz magiczny skarb w końcu będzie mój - rzekł. -Dzięki takiej mocy zdołam pomóc mym  braciom, wyzwolę ich spod ludzkiego panowania.
-Skarb? - konający Strażnik szeptał na granicy słyszalności. -To... nie ... skarb.  To... więzienie...
Elf zmarszczył brwi i nachylił się nad ofiarą.
-Klątwa... - usłyszał. -Uwolnisz smoka... a on będzie cię ścigał... aż do końca...
Mężczyzna umarł.
Mainard, z mętlikiem w głowie, popatrzył na niepozorny rubin. Majaczenia konającego  umysłu nie obchodziły go. Smok, parsknął w myślach.
-Nikt nie powstrzyma mnie przed wyzwoleniem twojej mocy - zwrócił się do rubinu.  -Razem przyniesiemy wiele dobrego temu światu.
Niedługo potem przekonał się co do rozmiarów swej pomyłki.

***

Z trudem oddychając w obłokach gryzącego dymu, Mainard wspiął się po gruzach zwalonej  wieży na mur otaczający wioskę. Dłonie miał poparzone, twarz zakrwawioną, oczy przesłonięte  mgłą. Słyszał chór krzyków mordowanych ludzi, i próbował przypomnieć sobie, jak wiele razy  znajdował się w takiej sytuacji. Ile to już razy zostawiał za sobą płonące domy i ich  niewinnych mieszkańców, wyrzynanych co do jednego? Trzy? Może cztery? Kogo los zetknął z  Mainardem z Denerim, Krwawnikiem, tego czekał marny koniec.
Wystarczyło zeskoczyć z muru po drugiej stronie i uciec w mrok nocy, byle dalej na  południe, w stronę Ostagaru. Tam, w starożytnej fortecy, gdzie zbierała się armia króla i  członkowie Szarej Straży, być może znajdzie wybawienie. Szansę na pozbycie się demonicznego  prześladowcy. Jednak nie uciekał jeszcze. Odwrócił się i spojrzał na ogniste piekło przed  sobą. Blask płomieni odbijał się w jego szmaragdowych oczach.
-Gdzie jesteś? - warknął, starając się przebić wzrokiem chmury dymu. -Gdzie jesteś,  smoku?
Basowy ryk wstrząsnął ziemię. Ponad domami pojawiła się ogromna istota, szybująca ku  niemu. Nie minęła chwila, a smok wylądował ciężko dziesięć metrów od elfa, na dachu drewnianej  chaty, miażdżąc ją swoim ciężarem.
Ciało istoty składało się wyłącznie z kości - był to spowity srebrną aurą szkielet, z  rubinowymi światłami w oczodołach. Kości skrzydeł połączone był cienką błoną, niemal przezroczystą, a spomiędzy imponujących kłów wydobywały się płomienie.
Mainard zacisnął mocniej dłoń na rozjarzonym krysztale.
-Dopadnę cię, elfie- usłyszał obcy głos we własnej głowie. -Kryształ Strażników, me byłe więzienie, nie będzie cię chronił wiecznie.
-Dotrę do Ostagaru - odparł Mainard, podziwiając majestat nieumarłego potwora.  -Uwolnię świat od ciebie. Na zawsze.
-Jeśli wcześniej nie złamie się w tobie duch. Powiedz, jak dużo otaczającej cię  śmierci jeszcze zniesiesz? Ile istnień możesz mieć na sumieniu, nim się poddasz?
Nie odpowiedział. Zawiesił kryształ na szyi, i nie oglądając się za siebie, zeskoczył  z muru, po czym ruszył biegiem przed siebie.
Na południe, do Ostagaru.

KONIEC



Napisane przez GLight dnia listopad 25 2009 00:57:52 · 0 komentarzy · 186 czytań · Drukuj

dodajdo.com

R E K L A M A

Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą; oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją;?
Zobacz Także
Vaarel - Forgotten Realms
Rozmowa z Sonią Bohosiewicz
Konrado - Deszcz
Limes Inferior - Janusz A. Zajdel
Zombie Survival - Max Brooks
Secrets of Seduction - Enigmatic Obsession
Andrzej Sapkowski
Sylvin - Więzień 47777 vol.2
Discovery - Mike Oldfield
Relacja z konwentu "Funekai"
Derwisz i Anioł - Maanam
Waleria Komarowa - "Jesienne ognie"
Mass Effect 2 - Recenzja
Gra o tron - Martin George R. R.
Elżbieta: Złoty Wiek - Shekhar Kapur
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

16/03/2010 21:10
Dzisiaj można sporo punktów złapać. Pytania już zamieszczone.

13/03/2010 20:26
Tak, to zdecydowanie jeden z powodów Wink

13/03/2010 19:35
Do tego "tamten" co to udawał lesbijkę w barze ze striptizem dla pokerzystów okazał się gejem, a do tego był żoną "tego" co prowadził po pijaku.

13/03/2010 19:33
Konrado żałuj, że nie czytasz pism kobiecych. Tak byś wiedział, że "ten" zdradził "tą", "ci" się rozwodzą, a "ci" zrobili sobie tatuaże.

13/03/2010 19:26
Myślę, że jedyną ankietą, do której by się nie można było przyczepić byłaby taka, w której wybieramy cyferkę od 1 do 7. Grin Lub literki od A do G. Pfft


R E K L A M A

Nawigacja
Strona
Strona Główna
Forum Dyskusyjne
Szukaj
Kontakt
Galeria
Książki
Recenzje
Zapowiedzi
Felietony
Patronaty
Fan-fiction
Komiksy
Polecamy
Filmy
Recenzje
Zapowiedzi
Muzyka
Recenzje
Zapowiedzi
Felietony
Teksty Autorskie
Kalendarium
Archiwum
Wydarzenia
Patronaty
Wywiady
Gry
Recenzje
Zapowiedzi
Felietony
Poradniki
Polecamy
Ostanie komentarze
Newsy
http://www.gametrailer...
Nie trzeba wchodzić na...
No i po konkursie :P
Na pewno jest to bardz...
Miecze nie słowa wzięł...
A o to link do ranking...
I tak a propos to wiem...
Nie ma to jak Merlin M...
otki calkiem ciekawe :)
hehe już "zapodałem" t...
Artykuły
hehe ano... jednak war...
hmm w sumie film fabul...
No, to ja dodam koment...
Warto dodać, że Mass E...
Nawet jak już będzie n...
Można poczekać aż traf...
taak treściwy wywiadzi...
hehe po przeczytaniu w...
W takim razie ja jeste...
Oczywiście, że wyszło ...
Galeria
pora wrocic na konwnet...
G to śpioch :D
Mnie się ten nos nie p...
No niestety nikt nie c...
Wiedziałam, że to ty. ;)
A z którego lasu? :p
ło matulu... :rip: Ale...
Kolesia z prawej skądś...
:D Proszę. ;)
Jeśli to jest Sil i ma...
Dodatkowe strony
Praca jest bardzo dobr...
[Rozmiar: 7488 bajtów]
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2010 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. Odwiedzin: 558356

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie materiałów bez zgody autorów zabronione. Copyright © 2007-2010 Elvegium.pl. Wydawcą strony jest Profit-Media.pl
[Rozmiar: 5954 bajtów]