
Sylvin: Kim jest Obiekt Zero?
Sonia Bohosiewicz: Moja postać jest powiązana z Shepardem. Oczywiście nie mogę powiedzieć ci jak, dlatego że wszystko to jest niewiarygodnie tajne. Ale walczy przy jego boku i stara się zrobić to co ma do zrobienia. Może zginąć, ale nie musi. Może się zadziać… nie mogę już nic powiedzieć.
S.: Postać, w którą się wcielasz raczej nie należy do osób, z którymi można na spokojnie porozmawiać…
S.B.: Ale za to można konie kraść, czy statki kosmiczne, prawda? (śmiech) Tak, nie jest to taka łagodna wersja człowieka. Rzeczywiście, jest to laska wytatuowana, łysa i jak trzeba to da w mordę i zęby wybije. Co jest dla niej jakoś niespecjalnie trudne i mówi o tym otwarcie. Schepard więc musi się mieć na baczności.
S.: Czy stosunki między Shepardem a Obiektem Zero będą się w trakcie fabuły w jakiś ciekawy sposób rozwijać, ewoluować?
S.B.: Wiesz to jest… My nie widzieliśmy gry, a ja tak naprawdę nie wiem co jest w cinematikach. Ja nagrywałam ścieżkę dźwiękową, ale czy nagrywałam taką kwestię, gdzie coś dzieje się miedzy nią, a Shepardem, czy to był rodzaj oddechu śmiertelnego, że gdzieś za murkiem dostała… To tego nie wiadomo.

S.: Czy podkładanie głosu do gry jest trudnym zajęciem?
S.B.: Wiesz, nie wiem czy to jest czymś trudnym, bo ja w zasadzie… To tak jakby zawiązali mi oczy, zamknęli mnie gdzieś, ja coś powiedziałam, po czym wypuścili i powiedzieli – świetnie Ci poszło! Nie wiem czy to trudne, czy nie, po prostu zrobiłam swoje i powiedzieli mi, że bardzo im się podoba. Ale ja w zasadzie jestem zupełnie nieświadomym pionkiem tego wszystkiego.
S.: Co było dla Ciebie największym wyzwaniem przy podkładaniu głosu do gry?
S.B.: Najtrudniejsze były te kwestie, które były takie techniczne. Z tymi wszystkimi magmami, plazmami, już nawet nie pamiętam co to dokładnie było. Tam była masa przeróżnych informacji, których na pewno część - gracze pierwszego Mass Effect’a dobrze znają i wiedzą o co chodzi.
S.: Czy w swojej karierze zawodowej uczestniczyłaś już w podobnych przedsięwzięciach?
S.B.: Oprócz mojej dotychczasowej pracy, gdzie pracuję całą sobą, normalnie gram, raz brałam udział w dubbingu do Disney’owskiej bajki "Piorun". To było bardzo trudne i w stosunku do tego, to przy "Mass Effect'cie 2" poszło mi bardzo sprawnie. Ale nie wiem, być może jest to związane z tym, że przy "Piorunie" się stosunkowo wiele nauczyłam i po tym doświadczeniu poszło mi znacznie łatwiej. W szkole nas zupełnie tego nie uczyli.
S.: Praktyka czyni mistrza (uśmiech).
S.B.: Tak... ale to przy "Piorunie", to była masakra. Faktycznie, to było pięć dni takiej męki z mojej strony. To jest trudniejsze, kiedy masz postać przed sobą. To znaczy, ja akurat odgrywałam kota. On się ruszał, machał ogonem – to wszystko musiało być w głosie. Tutaj, postaci są dość kanciaste i ostre, więc…
S.: Dużo łatwiej ogrywa się takiego bohatera.
S.B.: Tak. Tutaj nie było jeszcze ograniczenia w kwestii, wiesz… Tam było najtrudniejsze trafić w "kłapacz" temu zwierzątku. Przy "Mass Effect’cie" był czas, w którym kwestia musi się zgodzić z ustami, a to jest już do zrobienia w studiu. Do odważnych dubbing komputerowy należy!

S.: Wiedziałaś, że osoba podkładająca głos Shepardowi, to twój znajomy?
S.B.: Ja nie wiedziałam, że to jest Łukasz Nowicki.
S.: Czyli nie było takiej sytuacji, że razem się spotykacie w jednym studio?
S.B.: Nie, Nie, no co ty… To wszystko było ściśle tajne.
S.: Czy nie zastanawiałaś się nad tym, żeby zagrać w pierwszą część "Mass Effect’a"?
S.B.: Nie, ale już mówię. Na pewno z przyjemnością sobie zagram w tą drugą część, bo chciałabym zobaczyć na czym w ogóle ta gra polega. Chciałabym usłyszeć siebie, czy to zadziałało, chociażby po to, by kontrolować, to co sama wykonałam. Ale jak zobaczyłam tą dzisiejszą prezentację, to jestem pod wielkim wrażeniem. Ja nie przypuszczałam, że to już pobiegło tyle mil dalej. Ja jestem na etapie, gdzie się napieprzało w jeden przycisk, który był już kompletnie starty i się bilo z bratem o to, kto jest przy klawiaturze. A to wszystko już pognało i to wszystko bardzo mnie zaskoczyło. Ja w ogóle nie myślałam na początku, że to jest tak ważna gra… Hollywoodzki film po prostu!
S.: Dziękuję za rozmowę.
S.B.: Dziękuję bardzo.
|