Więzień 47777
wpis - 2
Gdy coś się kończy - zostają wspomnienia...
Kiedyś żeby przemyśleć kilka spraw musiałem coś wypić. Wydawało mi się, że to wiele spraw rozjaśnia. Teraz tego żałuję. Zbyt wiele czasu zeszło mi na piciu, a zbyt mało na tych, na których najbardziej mi zależało. Dostałem drugą szansę znajdując pracę - nie ciężką i przede wszystkim Carrie ... Ile bym dał by żeby wrócić do momentu, w którym mogłem zrezygnować z tej, wydawało by się, kuszącej propozycji. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem w co tak na prawdę się pakuję.
Kiedy zakończyła się rozmowa z typkami z Agencji Obrony Narodowej miałem jeszcze sporo czasu, aby się napić i przyjść do domu, tak aby móc jeszcze porozmawiać z Carrie, kiedy wróci z pracy. Tego dnia miała być później. Po tym jak dostała awans pod koniec 2017 roku, często musiała pracować dłużej. System awansowania niestety nie dotyczył mojej osoby, a Carrie była całkiem ładna i ktoś ją w pracy dostrzegł. Od tego czasu często musiała uczestniczyć w naradach dotyczących działalności firmy i jeździć z szefostwem na targi branżowe. Firma nie należała do małych. W naszym mieście, łącznie z naszą, było jeszcze sześć innych. I w dobie tego parszywego, czy też brutalnego kapitalizmu, jak to nazywały pewne grupy anarchistyczne, a czasem opozycja rządowa, musieliśmy walczyć o pierwszeństwo na rynku. Kiedy widziałem się z Carrie po pracy, często mnie zagadywała tym, co się działo u niej pracy. Trzeba przyznać, że była ambitną osóbką. Raz nawet zabrała mnie na jakąś imprezę dla firm branżowych. Były tam same szychy, jeśli można tak powiedzieć. Nie rozumiałem jednak tego całego bełkotu wszystkich dookoła i sam nie miałem z kim rozmawiać. Nie odpowiadało mi to całe towarzystwo. Tylko z Carrie mogłem czuć się normalnie, ale cóż... Dla niej to również była praca i nie mogła poświęcać mi wiele czasu. Więcej nie wybierałem się na takie spotkania. Spytacie się, jak mogliśmy być ze sobą? Czemu nasz związek nie zakończył się po tym, jak dostała awans? Otóż mieliśmy wspólne tematy i wspólne upodobania. Pracowaliśmy w tej samej firmie, i mogliśmy o tym rozmawiać codziennie. Właściwie, to w tej kwestii zagadywała mnie Carrie. Jeśli chodzi o inne tematy, to nie znała mojej przeszłości, nawet nigdy się o nią nie pytała. Żyliśmy chwilą obecną i to mi bardzo odpowiadało. Carrie mimo, że kochała swoją pracę, to ludzi z firmy, z którymi musiała pracować uważała za pazerne hieny, pozbawione uczuć. Ja byłem dla niej inny, mówiła, że tylko przy mnie czuje się bezpiecznie i że tylko ja potrafię okazać jej uczucie, jakiego zawsze pragnęła. Powtarzałem jej, że jest głuptaskiem, że jest dla mnie za dobra, ale ona twierdziła inaczej. Żyło nam się bardzo dobrze na swój sposób, bo przy jej stanowisku nie zawsze widzieliśmy się na tyle, ile byśmy chcieli. Przez to brakowało nam trochę czasu na głębsze rozmowy. Teraz uważam, że to może nawet plus. Może łatwiej przez to ścierpiała nasze rozstanie.
Wracając jednak do poniedziałkowego wieczoru, kiedy wyszedłem z budynku i zacząłem podążać w stronę pobliskiego baru, nagle zatrzymał się koło mnie samochód. Zza okna usłyszałem głos mojego kumpla z wojska - Maxa, o którym wcześniej pisałem. Czekał na mnie aż wyjdę, więc zabrałem się z nim na piwo. Zajechaliśmy pod klub "Pathfinder". Pierwszy raz widziałem ten lokal i przyznam, że miał klasę. Całkiem spory, piękny wystrój, ale bez przesady i prawdziwy zespół, grający prawdziwą muzykę, a nie jakiś new-age vj, z nowoczesnymi utworami, jakich teraz wszędzie pełno. Odkąd rozwinęła się technologia, w klubach częściej widzi się takich grajków wyglądających, jak ten fagas, z jakiegoś starego filmu. "Raport mniejszości" - chyba tak się nazywał, ale mniejsza o to. Coś takiego do mnie przemawia. Nic nie zastąpi prawdziwego zespołu grającego na scenie. Może to i mniej widowiskowe, ale przynajmniej takie zespoły grają z tym czymś, czego często brakuje teraz. A może... Może to ja się po prostu starzeję i nowości tego typu do mnie nie przemawiają... Długo się tu bawiliśmy i alkoholu nam nie brakło. Za wszystko płacił Max. Najpierw opowiedziałem mu, jak mi poszło spotkanie, po czym on stwierdził, że państwo mnie potrzebuje. Powiedział mi tylko, że coś się dzieje w koloniach na Marsie i potrzebni będą najlepsi z najlepszych. Więcej nie mógł mi powiedzieć. Czekała nas wielka misja. Myślałem sobie - po tylu latach będziemy znowu walczyć razem. Więcej nie wiedziałem. Sprawa była ściśle tajna. Max powiedział, że jeśli szybko i sprawnie przejdę kurs przygotowawczy, to polecę z misją na Marsa. Czułem, że to będzie coś wielkiego i że muszę w tym uczestniczyć. Kumpel zamawiał następne kolejki. Zeszliśmy na luźniejsze tematy. Szybko zapomniałem o zmartwieniach i kompletnie straciłem poczucie czasu. Nie wiem co to były za drinki, które nam podawano, ale dawno się tak nie napiłem by urwał mi się film. Rano obudziłem się w pokoju hotelowym z jakąś obcą dziewczyną. Momentalnie ze stanu zdziwienia przeszedłem w złość. W mojej głowie zapadały pytania - jak to się stało? Co teraz?! Szybko chciałem się wyrwać z tego hotelu. Do cholery, miałem być w domu. Miałem porozmawiać z Carrie! Nagle do pokoju wszedł Max. Powiedział żebym się niczym nie przejmował, tylko załatwił swoje sprawy, które mnie tu trzymają. Miałem się niczym nie przejmować, dobre sobie.
Przez cały czas myślałem o Carrie, o tym co się stało, o tym co muszę zrobić i o tym, co jeszcze mnie czeka. Na mieście zjadłem jeszcze szybkie śniadanie, wypiłem mocną kawę i postanowiłem wrócić do domu. Dopiero w drodze zauważyłem listę nieodebranych połączeń i nie przeczytane sms'y. Źle się czułem. Kac po imprezowy połączony z kacem moralnym były zabójcze. Początkowo chciałem napisać do Carrie sms'a, ale nie wiedziałem, jak do cholery to wszystko ująć. Zadzwoniłem i jakoś udało mi się ją uspokoić. Powiedziałem, że opowiem o wszystkim, kiedy wróci z pracy. Zdecydowałem, że muszę szybko się spakować, załatwić sprawę ze starą pracą, a na koniec pożegnać się.
Pierwszą część planu zakończyłem. Jeszcze praca i trudna rozmowa z Carrie. Wszedłem do firmy. Miła jak zawsze, Penny z sekretariatu poinformowała mnie o wszystkim. Szef był na mnie zły, miałem się u niego stawić. To było mi akurat na rękę. Gorzej, że szukała mnie moja dziewczyna. Sprawa z szefem poszła całkiem szybko. Na początek wyszedł z jakimiś farmazonami. Przerwałem mu ten warkliwy myślociąg i powiedziałem, że rezygnuję z pracy. On wyszczekał, że to on mnie zwalnia, i że ze swoimi papierami nigdzie nie znajdę pracy. Powiedziałem O.K. i zamknąłem za sobą drzwi. Wróciłem do domu. Myślałem, że nikogo nie zastanę, ale niestety... tak się jednak nie stało. W domu czekała na mnie Carrie, która jeszcze nic nie wiedziała. Dzwoniła do mnie, ale słysząc, że moja komórka jest w domu, postanowiła rozpaczliwie czekać na mój powrót.
To nie była łatwa rozmowa. Nigdy jeszcze nie byłem tak szczery w stosunku do Carrie. Chociaż... Nie powiedziałem jej o dziewczynie z hotelu, nie chciałem jej więcej ranić. Nie mogłem, nie potrafiłem jej tego wyznać. To było by zbyt bolesne. Powiedziałem jej dla czego muszę wyjechać, Opowiedziałem jej swoją historię, kim kiedyś byłem, czym się zajmowałem, a ona słuchała mnie ze łzami w oczach. Carrie doznała szoku, zaczęła krzyczeć, że jestem bydlakiem. Była cała blada, we łzach krzyczała, że mnie nie zna, że jestem mordercą, że...
Tą noc spędziłem w tanim hotelu. W pokoju znajdował się stary telewizor z okularami do pary. Wiecie jak wygląda obraz na tych pierwszych odbiornikach 3d. Bez specjalnych okularów obraz nie nadaje się do oglądania. Wydaje się rozwarstwiony i nie jest taki piękny. Ja czułem się podobnie. Dużo wtedy myślałem. Do dziś najwyraźniej z tej nocy pamiętam słowa refrenu pewnej piosenki, która wtedy leciała:
[...] Nie ważne co się stanie dziś, Nie ważne jest już nic, Nie ważne co przyniesie mi Kolejny dzień. [...]
Nie mogłem się już z niczego wycofać. Wiedziałem, że teraz pozostało mi czekać na dalszą kolej losów.
|