Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego cieszył się tak wielkim powodzeniem, że było jedynie kwestią czasu, kiedy po sagę sięgnie kino. Jak to zwykle bywa, nie jedna osoba chciała się tym zająć. Ostatecznie za napisanie scenariusza wziął się Maciej Szczerbic, natomiast za reżyserię Marek Brodzki. Postanowiono skorzystać z dwóch pierwszych tomów o Geralcie - z "Ostatniego życzenia" i "Miecza przeznaczenia". Na realizację filmu przeznaczono 19 mln złotych, zaangażowano znane osoby, zadbano o potężną kampanię reklamową. Fani niecierpliwie wyczekiwali premiery. Przyszedł dzień premiery, 9 listopada 2001 i.. film okazał się klapą.
W rolę Gelalta wcielił się Michał Żebrowski. Znany aktor, pasujący do takich ról jak Tadeusz Soplica z ekranizacji Wajdy, zupełnie nie sprostał roli wiedźmina. Oglądając film można było odnieść wrażenie, że to nie Geralt z Rivii pojawia się na ekranie, a aktor, który bardzo pragnie pokazać co potrafi. I zdecydowanie nic nie wie o postaci którą odgrywa. Równie słabo wypadła Grażyna Wolszczak, grająca postać Yennefer. Z czarodziejką z prozy Sapkowskiego łączyło ją tylko imię. Jednak nawet te postacie wyglądają w miarę dobrze przy odtwórczyni roli Ciri - Marcie Bitner. Chociaż pojawia się w filmie jedynie momentami, to i tak nie sposób nie zauważyć okropnej gry aktorskiej. Tak złej, że aż ciarki przechodzą. Natomiast miłą niespodzianką był Zbigniew Zamachowski, który wcielił się w postać Jaskra. Chociaż nadal nie był to znany wszystkim trubadur, to jednak aktor postarał się i przedstawił graną przez siebie postać bardzo dobrze.
Jednak gra aktorska przestaje mieć znaczenie w porównaniu z fabułą. Maciej Szczerbiec tuż przed zakończeniem prac nad Wiedźminem wycofał swoje nazwisko z czołówki filmu twierdząc, że twórcy zbyt daleko odbiegli od jego tekstu. Ile w tym prawdy nie wiadomo, jednak to co przedstawiono widzom jest koszmarne. Fabuła jest niespójna, jedne wydarzenia pojawiają się po drugich bez jakiegokolwiek logicznego przejścia i całość jest pozbawiona klimatu znanego z powieści pisarza. Na samym początku filmu przedstawiono próbę traw, przygotowywanie młodych wiedźminów. Zrobiono to tak nieudolnie, że nawet osoby, które twórczość Sapkowskiego znają bardzo dobrze, mieli problemy z odgadnięciem co się właściwie dzieje na ekranie. Dalej było coraz gorzej. Geralt szukający Ciri, chociaż nie pojawiła się żadna informacja kim jest dziewczynka, ani dlaczego ktoś jej szuka. Spotkanie wiedźmina i Yennefer po latach, próba przedstawienia ich dość trudnej sytuacji, chociaż widzowie nie wiedzieli, że tę dwójkę coś kiedyś łączyło. Całość wyglądała tak, jakby twórcy scenariusza otwierali na chybił trafił książkę, po czym wybierali fragment, który następnie próbowali przedstawić na ekranie. Oczywiście praktycznie niemożliwe było usłyszenie w dialogach słów znanych z dzieł pisarza. Warto jeszcze wspomnieć, że twórcy zignorowali tak ważną rzecz, jak wygląd postaci. Białowłosy Geralt w filmie jest jasnym blondynem, a ubierająca się w biel i czerń Yen, na ekranie zdecydowanie woli czerwień.
Jeśli zaś chodzi o efekty specjalne, to należałoby spuścić zasłonę milczenia. Dość powiedzieć, że tylko ślepiec nie zauważyłby, iż mały smok biegnący po łące jest z gumy. Nikt nie oczekiwał, że efekty będą porównywalne z tymi z filmów za oceanem, jednak jakieś drobne wymagania miał każdy. Na Wiedźmina wydano kilkanaście milionów, ale chyba zapomniano zapłacić grafikom.
Zaskoczeniem jest jednak muzyka. Chociaż nie jest powalająca, świetna, to jednak jest miła dla ucha. Wpasowująca się w klimat dawnych wieków, dość spokojna, przyjemna. Powierzenie pracy nad nią Grzegorzowi Ciechowskiemu było jednym z niewielu dobrych pomysłów twórców filmu. Równie dobrze słucha się krótkich piosenek Jaskra, czyli Zamachowskiego. I co warte zaznaczenia, ich treść pasuje do świata stworzonego przez Sapkowskiego.
Film Brodzkiego jest nie tylko klapą roku 2001, ale całej polskiej kinematografii. Okropny dla tych, którzy zetknęli się z twórczością pisarza fantasy, okropny i niezrozumiały dla reszty. Może gdyby wydano przeznaczone na niego pieniądze nie na reklamę, a na samo dzieło, wyszło by coś lepszego. Jednak w obecnej formie lepiej nie oglądać tego filmu. Nawet szydełkowanie, czy wypełnianie pitów wydaje się niezmiernie ciekawe w porównaniu z tym dziełem. Parafrazując fragment sagi o wiedźminie: miecz przeznaczenia ma dwa ostrze, jedno zostało wyszczerbione.
|